Wyprawa w nieznane

Wyprawa w nieznane

Trwają przygotowania do odlotu promu kosmicznego XC22. Mark, Timmy i Hans czekają przed wejściem do wielkiego giganta. Od lat marzyli o tym, żeby wsiąść do XC22. Mark mający 24 lata, Timmy 22, a Hans 20, od 3 lat trenowali umiejętności potrzebne do latania rakietą w kosmosie. Pierwszy mężczyzna to mocno zbudowany blondyn w skafandrze kosmicznym, drugi to chudy, ale zwinny i szybki rudy młody człowiek o bardzo jasnej karnacji, ostatni z nich to zaś umięśniony i młodziutki chłopak o bardzo ciemnej skórze i czarnych włosach ułożonych w irokeza. Jest rok 2112. Trójka, która ma odlecieć w próżnię zna się od 16 lat, to bardzo zgrana ekipa, która potrafi porozumiewać się bez słów. Za 5 minut mają wejść do kabiny i odlecieć na planetę nazwaną, przez NASA, Komigiem. Jest to bardzo ryzykowna podróż, ponieważ w 30 dniu lotu w kosmosie mają przesiąść się do stacji kosmicznej „Scora”, żeby uzupełnić zapasy jedzenia i picia oraz zmienić rakietę, bo w tamtej skończy się superszybkie paliwo. Możliwe jest, że na tej planecie istnieją jakieś istoty podobne do ludzi na Ziemi. Komig nazywany jest zieloną planetą ze względu na to, że prawie całą jej powierzchnię prawdopodobnie pokrywają lasy. Mark szepcze do Timmiego:

– Stary, czy ty możesz w to uwierzyć? Bo… bo ja nie. Szykowaliśmy się do tego przez trzy lata, a od małego o tym marzyliśmy. Niezwykłe!

– Mark… Mark nie mogę, Myśląc o tym wielkim wylocie, po prostu odlatuję!

– MARK DOCKSON, TIMMY HALDON I HANS SMIEWIENKO, PROSZĘ O WEJŚCIE DO KABINY ZA…. 10…9…8…7…6…5…4…3…2…1 PANOWIE, WSIADACIE DO XC22!!! – krzyczy przez mikrofon dyrektor NASA Kevin Warlord.

Mężczyźni przekraczają progi promu kosmicznego. Przez małe okienko w rakiecie widać ich niezwykle rozpromienione twarze. Na sobie mają czerwone kombinezony kosmiczne z logiem NASA. Rakieta ma odlecieć za 10 minut.

– Mark! Wsiedliśmy, my naprawdę polecimy! – krzyczy Hans.

– No, stary, jakbym nie wiedział! Hehe! Ale tak, kolego, właśnie spełnia się nasze największe marzenie!

– Juuupiiii! – cieszy się Timmy – To już prawie ten moment, chłopaki! Juuuhuuu!

– Tak, tak, tak, ale musimy zachować spokój, bo trzeba być w pełni skupionym przy wyjściu z atmosfery Ziemi! – uspokaja kolegów Mark vel Mrdo, jako najstarszy z całej trójki.

– Dobrze Mrdo – Timmy, śmieje się z bardzo poważnej postawy kumpla.
– Timmiasz! Nie możesz tak po prostu lekceważyć słów kapitana Marka – Krzyczy Hans. – Dość tego, chłopaki, proszę o spokój! – mówi zdenerwowany kapitan XC22.

– PROSZĘ PAŃSTWA! TRÓJKA NASZYCH NAJLEPSZYCH ASTRONAUTÓW ZA KILKADZIEŚIĄT SEKUND WYLATUJE W KOSMOS ABY ZBADAĆ ZIELONĄ PLANETĘ KOMIG!!! DOCKSON, HALDON I SMIEWIENKO GOTOWI? – krzyczy do mikrofonu Warlord.

– Tak! – odpowiadają chórem do przetwarzacza dźwięków rakiety XC22.

– ŚWIETNIE! STARTUJĄ ZA 10..9…8..7..6..5..4..3..2..1! WYSTARTOWALI! AHOJ ASTRONAUCI!!! – drze się do mikrofonu Kevin.

Rakieta poderwała się z ogłuszającym dźwiękiem do góry, gotowa podbić kosmos. Mark, Timmy i Hans, skupieni przekraczają atmosferę ziemską. Niestety, przy wielkim przeciążeniu Timmy i Hans zemdleli, a Kapitan XC22 jakoś się trzyma. Po kilkudziesięciu sekundach Timmy się ocknął, Hans również, ale chwilę potem zasnął.

– Kapitanie…. Lecimy! – zdołał jakoś z siebie wykrztusić kilka słów drugi mężczyzna.

– Tak, tak Timmy! A teraz proszę uspokój jakoś swoje ciało, abyś wrócił do pełni sił – odpowiedział Mark.

– Aj, aj kapitanie! – zażartował Timmy.

Timmy próbuje się uspokoić, wypatrując gwiazd w kosmosie, gdy nagle zauważa mieniące się coś, co na pewno nie jest gwiazdą.

– Mrdo, ty też widzisz to dziwnie świecące się „coś”? Mark patrzy we wskazany przez kolegę kierunek.

– Yyy, no może coś tam jest, ale o co chodzi?

– Noo,.. bo to coś się chyba zbliża – odpowiada Timmy.

– Ehh, czyli sugerujesz, żebyśmy tam podlecieli? – pyta zrezygnowany Mark.

– Noo… chyba tak – mówi, drugi mężczyzna.

– Okey, ale… to chyba nie jest bezpieczne. Ale jeżeli to „coś” się tu zbliża, to powinniśmy do tego podlecieć. Spróbuj obudzić Hansa.

– Tak, kapitanie – powiedział Timmiasz, próbując obudzić kolegę.
Mark manewruje statkiem. Timmy właśnie obudził Hansa.
– Timmy? To gdzie my jesteśmy? – dziwnie zachowuje się Hans.
– Han, lecimy, przecież na Komiga. Nie pamiętasz? – zapytał zdziwiony Timmy. – Timmy? Na jakiego Komiga? O co chodzi?! – pyta Hans.

– O nie! – krzyczy rudy młodzieniec do Marka – Kapitanie! Kapitanie! Hans chyba stracił pamięć!!!

– CO?! Jakim cudem?! O nie!!! – zdenerwowany Mark, podchodzi do Hansa. – Hans, wiesz gdzie jesteśmy?

– Mark? Ty też tutaj? W ogóle nie wiem, o co tu chodzi! Nawet nie wiem, gdzie jesteśmy! – krzyczy załamany Hans.

– O Boże! Timmy, muszę skontaktować się z centralą! Popilnuj Hansa!
– Tak, kapitanie! – odkrzyknął drugi mężczyzna.
Mark szybko podlatuje do głównej części rakiety i stuka w jakieś klawisze. – Halo? Centrala? Odbiór!

-######co##jest### – jakiś głos odpowiada poprzez zakłócenia sygnału.

– Mamy problem! Hans Smiewienko zachowuje się jakby urwał się z księżyca i nie wie, nie pamięta, gdzie się znajduje!

– ###To bardzo### źle#### musicie mu wszystko####opowiedzieć####czyli to co się#### stało od czasu### kiedy wystartowaliście z XC22.

– Tak, centrala, wykonamy rozkazy. Rozłączam się! – odpowiedział zdenerwowany Mark.

Mark podlatuje do Hansa i Timmiego.

– I co? – pyta Timmy.

– Powiedzieli, że mamy mu wszystko opowiedzieć od czasu, kiedy wystartowaliśmy z XC22. – odpowiedział na pytanie Mark.

– Aha, to może zacznij.

– Ok.

Opowiadali na zmianę, ponieważ jeden z nich musiał stać przy sterach. Zajęło im to mniej więcej godzinę.

– No dobra, chyba już sobie coś przypominam. W trakcie wyjścia z atmosfery ziemskiej musiałem zemdleć i częściowo stracić pamięć. – westchnął Hans.

– Na to wygląda – powiedział Mark.
– Kapitanie, chyba już wiem, co to było to świecące się „coś”! – krzyknął Timmy. – Tak? Co?
– Jedna ze stacji kosmicznych! – odpowiedział mężczyzna.
– Hyym, zdążymy tam dolecieć? – zapytał Mark.
– Wygląda na to, że tak! – krzyknął uradowany Timmy.
– To super! Weźmiemy kilka tabletek dla Hansa.

10 minut później dolecieli do stacji kosmicznej „Lavle”. Zrobili ryzykowny manewr, ale jako, że byli bardzo dobrze wyćwiczeni, dla nich to była pestka. Mark wszedł na pokład, podał hasło do otwarcia drzwi i przywitał się z astronautą, który akurat odbywał tam służbę, czyli z Maxem Scottem.

– Max, gdzie są tabletki „aktivio”? – zapytał kapitan XC22.
– Lewa górna półka, trzecia szufladka – odpowiedział kapitan „Lavle”.

– Okey, bo nie wiem, czy słyszałeś od centrali, Hans częściowo stracił pamięć i chcę mu podać tabletki na uspokojenie. – wytłumaczył Scottowi.

– Słyszałem, w kosmosie plotki szybko się rozchodzą! Hahaha– zażartował Max. – Hehe, na żarty ci się zebrało, kiedy my tu mamy trudną podróż na Komiga!
– Oj, przepraszam! Kapitanie XC22, udanej podróży po kosmosie!
– Dzięki, a tobie udanej zmiany przy sterach „Lavle”! – pożegnał się Mark. Kapitan XC22 wchodzi na pokład rakiety i widzi, jak Hans bije się z Timmim.

– Co tu się dzieje?!

– Mark…pomóż…on…mnie…ała! – krzyczy poprzez ciosy Hansa Timmy.

– Hans, masz natychmiast przestać! – mówi zdenerwowany kapitan.

– Bo co?! Co mi zrobisz?! – odpowiada w niegrzeczny sposób Hans.

Mark widzi, że słowami nic nie wskóra, więc idzie w stronę kolegi. Złapał go za dwie ręce i przycisnął do ściany, zaczął do niego mówić.

– Hans, posłuchaj, uspokój się, wiem, że trudno jest ci się pogodzić, że właśnie spełniasz swoje marzenie i zapominasz, gdzie jesteś, ale nie możesz wyżywać się na innych, przecież to, że pobijesz Timmiego i tak ci niczego nie da, poszedłem po tabletki uspokajające dla ciebie, proszę masz jedną, uspokój się, połóż się i na chwilę zaśnij, okey? – zakończył swój monolog Mark.

– Dob… dobrze – powiedział załamany Hans – przepraszam Timmy, to nie ja, nie zapanowałem nad emocjami, przepraszam przyjacielu.

– Ehh, nie martw się, wiem, że to nie twoja wina, a teraz połóż się spać.

Młody chłopak usnął po 2 minutach. Timmy i Mark lecieli teraz w spokoju.

– Mark, bardzo mnie boli prawa ręka – poskarżył się rudy mężczyzna.

– Idź po bandaż do prawej komórki.

– Aj, aj kapitanie.

Przez 28 dni lecieli bez przeszkód, szykując się do przesiadki na „Scora”. Hans zaczął czuć się lepiej i powoli przypominał sobie, gdzie są i jak do tego doszło.

– Kapitanie, za kilka minut wkroczymy w sferę dużej ilości meteorytów – zameldował Hans.

– Dobrze, więc proszę wszyscy na miejsca, ja będę siedział przy kontrolce, Timmy – steruj tak, abyśmy w nic nie uderzyli, a Hans – Ty wypatruj z okna meteorytów i pomagaj Timmiaszowi – rozkazał Mark.

– Aj, aj kapitanie – posłuchali się rozkazów astronauci.

Zaczął się wielki deszcz ogromnych kosmicznych kamieni. Timmy manewrował, jakby robił to od lat, a Hans dawał mu wskazówki. Widać było, że są dla siebie jak bracia. Mark w spokoju sprawdzał coś na kontrolce. BUM! Coś chyba uderzyło w rakietę. Hans i Mark poderwali się i podlecieli pod ekran rakiety, który pokazywał awarię lewego silnika.

– O nie! – krzyknął kapitan – Timmy zostań przy sterach i uważaj, aby nic w nas ponownie nie uderzyło, Hans i ja weźmiemy narzędzia z prawej komórki i naprawimy silnik!

– Tak, kapitanie!

Dwójka mężczyzn włożyła kombinezony kosmiczne i przyczepiła sobie liny, aby trzymały ich przy wyjściu w próżnię. Naprawiali chyba z 2 godziny, kiedy Markowi odczepiła się lina. Grad meteorytów już dawno ustał, więc Timmy powiedział do Hansa:

– Hans! Szybko podaj mi linę i mój skafander, Ty ruszysz po Marka, a ja Was będę ubezpieczał!

Hans szybko i wprawnie wykonał polecenia. Akcja ratunkowa kapitana XC22 zakończyła się sukcesem. Trójka mężczyzn siedziała już w środku.

– Dziękuję za uratowanie! Bez was nigdzie się nie ruszę, przyjaciele! – podziękował blondyn kolegom.

– Nie ma za co, w końcu po co są przyjaciele! – Hans i Timmy krzyknęli chórkiem.

Za 5 godzin mieli przesiąść się do „Scora”, więc nie zwlekając zabrali się do przygotowań. Wszystko przygotowali, kiedy okazało się, że skończyło się im paliwo i szybują teraz w kosmosie.

– O Boże! I co my teraz zrobimy? – powiedział załamany Mark – Wiem! Połączę się z centralą, a wy próbujcie nakierowywać XC22 na dobrą drogę do „Scora”!

– Aj, aj kapitanie!
Mark podleciał do konsoli i ponownie wcisnął kilka klawiszy.

– Halo? Centrala? Odbiór!

– ####Tak### Kapitanie XC22 Marku Dockson###### odczyty pokazują nam####, że skończyło się Wam####paliwo! – odpowiedział ten sam głos znowu z zakłóceniami.

– Tak, i właśnie w tej sprawie dzwonię! Co mamy teraz zrobić? Bo chyba nie będziemy szybować, aż dotrzemy do stacji kosmicznej!

– Oczywiście, że nie! – odpowiedział głos tym razem już bez zakłóceń – W prawej komórce macie mały zapasowy bak z małą ilością paliwa, musicie je tylko wlać do silnika.

– Dobrze, gdzie znajduje się silnik główny? – zapytał Mark.

– Wysyłam namiary na ekran XC22 – odpowiedziała centrala – Nie jestem pewien, czy Wam to wystarczy, ale na razie tylko tyle mogę pomóc. Dajcie znać, jak wam poszło, my tutaj będziemy pracować nad rozwiązaniem, jeżeli nie starczyłoby paliwa.

– Dobrze, dziękuję! Rozłączam się!

Mark podleciał po bak do prawej komórki. Wziął go i zawołał resztę załogi.

– Hans, Timmy! Chodźcie! Hans odszukaj silnik i mi go pokaż, a Timmy, ty poleć razem z Hansem, odkręć i ustabilizuj, zaraz po tej akcji bardzo szybko wracamy na stanowiska! Ruchy, ruchy!

Akcja przebiegała zgodnie z planem. Po sukcesie wszyscy bardzo szybko wrócili na swoje miejsca. Do Marka zadzwoniła centrala.

– Halo? Kapitan XC22 Mark Dockson? Odbiór!

– Tak, jestem, melduję, że akcja przebiegła zgodnie z planem!

– Świetnie! – krzyknął głos centrali bez zakłóceń – Niestety, mamy złą wiadomość, jeżeli paliwa nie starczy to będziecie musieli szybować po kosmosie, ponieważ nie potrafimy odnaleźć sposobu dodania wam potrzebnej ilości mocy.

– To kiepsko! Ale jakoś nam się uda – powiedział Mark.

– Mamy nadzieję! Rozłączamy się!

– Chłopaki! – zawołał kapitan – Jeżeli nie starczy nam paliwa to będziemy musieli szybować, bo w NASA nie potrafią dodać nam potrzebnej ilości mocy.

– Ojojoj – powiedział zmartwiony Hans – Ale ja myślę, że nam się uda.

– Tak, chłopcy, bądźmy dobrej myśli – pocieszył ich Timmy.

Wszystko wskazywało na to, że nie zabraknie im paliwa. Po 6 godzinach dolecieli do „Scora”. Trójka astronautów weszła do środka, podała hasło i usiadła, rozmawiając z kilkoma ludźmi ze środka.

– Dzielni jesteście! – krzyknęła młoda astronautka Mary Foson.

– Hehe, nic tylko nam zazdrościć – powiedział Mark.

– Tak, tak, wy to macie, ale z tego, co słyszeliśmy mieliście dużo przygód podczas tego 30-dniowego lotu XC22 – stwierdził profesor-astronauta Perry McCumble.

– Oj tak, tak ale jakoś to przeżyliśmy! – krzyknął uradowany Hans.

– Dobra, nie zagadujmy ich tak, muszą się porządnie wyspać i przygotować do bardzo szybkiego 3-dniowego lotu! – przywołał wszystkich do porządku kapitan „Scora” Tom Gordon.

– Gordon ma rację! Zostawmy ich samych! – krzyknęła Mary.

Kiedy wszyscy poszli, młodzi astronauci poleżeli sobie, porozmawiali i zaczęli się szykować. Po 3 godzinach przygotowywań poszli spać. Wyspali się, jak jeszcze nigdy od miesiąca. Bardzo wcześnie rano wystartowali nowym promem kosmicznym, tym razem XY90, najszybszą do tej pory rakietą. Mieli lecieć bardzo szybko. Szybciej niż dźwięk, ale wolniej niż światło. Wszystko wskazywało na udany lot, ale pod koniec nagle oderwała im się część z silnika. Oczywiście dzwoniliby wtedy do centrali, lecz konsolka nie działała. Nie wiedzieli, co zrobić.

– Hans, Timmy, ma któryś jakiś pomysł? – zapytał Mark.

– Nie – odparli zrezygnowani.

Zapowiadało się, że jest to ich koniec. Próbowali naprawić silnik, lecz się nie udawało. Byli bezradni. Załoga XC22, a potem XY90 nie wierzyła, że uda im się jakoś uratować. Zaczęli wspominać swoje dawne przeżycia razem. Kiedy to bawili się razem. Byli dla siebie jak bracia. Ich nadzieja na przeżycie umarła. Ubrali się w skafandry gotowi na śmierć w kosmosie, gdy nagle zobaczyli jakiś błysk w próżni niepodobny do gwiazdy.

– Mark! Mark! Coś do nas leci! – krzyczał Hans.

– O mój Boże coś leci! – nie mógł uwierzyć w to, co widzi kapitan statku XC22 i XY90 – chłopaki to statek kosmiczny, ktoś po nas leci!!! Na stanowiska!

– Aj, aj kapitanie!

Bardzo dziwny statek w kolorze zielonym, z niebieskim płynem po prawej stronie podleciał do XY90. Ze statku wysiadła brzydka istota. Chodziła na czterech nogach, miała cztery ręce. Czerwony kolor skóry, dziwny kapelusz na głowie, kosmita ten nie miał uszu, nosa i ust.

– Blang bluh jeg faj – załoga usłyszała niespotykane słowa.

– linho jubi rytu – powiedziała podobna istota z wnętrza ich statku.

– Witajcie Ziemianie na planecie Komig, nazywam się HIK JAKI i jestem królem Komiganinów – powiedział HIK JAKI – Co Was tu sprowadza?

– Mieliśmy misję, aby odwiedzić waszą planetę i sprawdzić, czy jest tu jakiekolwiek życie – odpowiedział po chwili wahania Mark – Nazywam się Mark Dockson i jestem kapitanem statku XC22 i XY90, chudy człowiek po mojej prawej stronie to Timmy Haldon, a ten po mojej lewej stronie to Hans Smiewienko.

– Miło mi panowie, przyjmiemy Was tu z wielką chęcią, tylko jeżeli okaże się, że macie złe zamiary, zginiecie – powiedział HIK JAKI – Widziałem, że macie małą awarię na statku, więc dopóki jej nie naprawimy możecie się tu zatrzymać. Zaznajomimy was z kulturą i zapewniamy, że będziecie się tu dobrze czuć.

– Dziękujemy! – krzyknęła chórem trójka mężczyzn.
– Bipk jak jiok loki to fia – powiedział komiganin z wnętrza statku do HIK JAKIEGO. – Jukih hiuy mi – odpowiedział – zapraszam na pokład!

Załoga XC22 i XY90 weszła na pokład dziwnego statku. Dolecieli na powierzchnię i ujrzeli naprawdę przedziwny widok. Może z powodu dużej ilości lasów, a może z powodu niespotykanego widoku dziwnych domów. Wyglądały jak zwyczajne ziemskie namioty, lecz wszystkie w kolorze zielonym, co tworzyło niezwykle ciekawy widnokrąg. Do wszystkich tych Komigańskich domów prowadziły ulice z porozlewanym dziwnym płynem. Pojazdy, które jeździły po tych drogach były zupełnie niepodobne do tych, które poruszały się po ulicach rodzimej planety trzech mężczyzn. Zamiast kół miały nogi, wyglądały jak jakieś istoty, do których można było wsiąść. Normalnym tutaj widokiem byli obrzydliwi Komiganinie poruszający się na czterech nogach i używający czterech rąk. Ubrani byli w kolorowe sukienki, zamiast butów mieli wielkie skarpety, a na głowach nosili ogromne kapelusze. Mark, Timmy i Hans szli za HIKIEM JAKIM. Lepiły im się buty, bo, co najważniejsze, nie nosili skafandrów, ponieważ był tu tlen, atmosfera oraz woda, potrzebna do życia Ziemianinom. Po 5 minutach drogi dotarli do ogromnego, oczywiście zielonego, pałacu króla Komiganinów. Kiedy weszli do środka ich oczom ukazał się widok bardzo staroświeckiego wystroju. Wszystko wyglądało tam jakby za chwilę miało się zawalić, lecz HIK JAKI widząc ich zdziwienie, wytłumaczył im, że drewno, z którego został zbudowany ten zamek, to bardzo wytrzymałe drewno z komigańskich lasów. Szli przez wielkie korytarze, aż w końcu weszli do malutkiego pokoiku, który wyglądał na sypialnię króla.

– Usiądźcie proszę – rzekł – widok, który ukazał się waszym oczom na pewno wydaje się naprawdę dziwny, ale my mamy tu takie zwyczaje. Dobrą stroną naszej kultury jest to, że mamy wielkie luksusy i zrobimy wszystko, abyście czuli się tu jak w domu. U nas tę istotę, którą jesteśmy, nazywamy Ulikiem, a wy, takie dostałem odczyty, człowiekiem. Wiem, że będzie Wam trudno zaznajomić się z naszymi zwyczajami, lecz dam Wam to, co sobie zapragniecie. Teraz, proszę, zaprowadzę was do waszych pokoi.

– Yyy, tak tylko mam pytanie – powiedział Hans – jakie jest tu jedzenie?

– Mamy tu kompletnie inną żywność, niż znacie, kompletnie inne warzywa i owoce, będziecie musieli przyzwyczaić się do naszego jedzenia – odpowiedział na pytanie HIK JAKI.

– Aaa, tak, okey – powiedział trochę zawiedziony Hans.

Żyli na Komigu bardzo spokojnie i zdrowo. Niedawno minęła ich 6. rocznica przybycia na tę planetę. W końcu udało się naprawić ich statek, ale kiedy mieli wylecieć i opuścić planetę, odmówili. Tak bardzo spodobało im się życie na Komigu, że postanowili tu zostać. Oczywiście komunikowali się z Ziemią, ale to Komig stał się ich Ziemią. Wspaniałe życie trzech bohaterów dobiegło końca, szczęśliwi i spełnieni odeszli do Innego Świata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *